Bardzo rzadko jem słodycze (po prostu nie przepadam za słodkim, a jeżeli już po coś sięgam to po lody, gorzką czekoladę i owsiane ciasteczka), lecz z racji tego, że otaczają mnie ludzie, którzy lubią słodycze – od czasu do czasu coś przygotuję. Po wnikliwym przeglądzie zawartości lodówki i zamrażarki „padło” na deser na bazie serka Philadelphia z sosem z borówek amerykańskich i ciasteczkami korzennymi. Usłyszałam, że deser bardzo smakował, a dzięki kwaśnej nucie nawet ja zjadłam pół pucharka :)

Składniki (na 2 porcje):

opakowanie serka Philadelphia light (125 g) (*)
150 ml kremówki 30%
2 płaskie łyżeczki cukru pudru
6-8 korzennych ciastek (u mnie można je dostać na wagę w postaci takich cienkich serduszek)
sos borówkowy:
250 g borówek (świeżych lub mrożonych)
3 łyżki soku z cytryny
1 łyżka cukru

Przygotowanie:

Serek ucieramy z cukrem pudrem, a kremówkę ubijamy na sztywno (ubijamy porządnie schłodzona śmietanę). Mieszamy ze sobą do uzyskania gładkiej masy i odstawiamy na pół godziny do lodówki.
W międzyczasie przygotowujemy sos: w garnku o nieprzywierającym dnie, na małym ogniu podgrzewamy borówki. Dodajemy łyżkę cukru i sok z cytryny. Gotujemy do momentu, aż owoce się rozpadną i powstanie gęsty sos. Odstawiamy do całkowitego wystygnięcia.
Na dnie pucharków układamy po dwa pokruszone, korzenne ciastka. Przykrywamy warstwą serowo-śmietanową. Na nią wykładamy po 2-3 łyżki sosu borówkowego. Następnie znów układamy pokruszone ciastka, masę serową i mus. Dekorujemy,  wstawiamy na 2-3 godziny do lodówki i się delektujemy.

Smacznego!

(*) W zamian możemy użyć np. mascarpone.