Śledzie w moim ulubionym, świątecznym wydaniu. Niesamowicie aromatyczne, urzekają smakiem i zapachem lasu. Tak samo jak szybko przygotowuje się je, tak samo szybko znikają :)

Składniki:

8 płatów śledzia z beczki (matiasów)
1/3 szklanki oleju rzepakowego + 3 łyżki do smażenia cebuli
1 duża cebula
30-40 g suszonych prawdziwków lub podgrzybków
sól, pieprz

szklanka octu do moczenia

Przygotowanie:

Dzień wcześniej zalewamy grzyby wrzątkiem (około 250-300 ml) i odstawiamy na noc. Następnie kroimy je w paseczki.

W zależności od tego czy śledzie są bardzo słone czy nie, moczymy je w następujący sposób: bardzo słone – dwie godziny w wodzie (po godzinie wymieniamy wodę na świeżą) i godzinę w wodzie z octem w proporcji 2:1; mniej słone – godzinę w wodzie i godzinę w wodzie z octem.

W międzyczasie, na 3 łyżkach oleju podsmażamy pokrojoną w pół-plasterki, osoloną cebulę. Musi być miękka, ale nie brązowa, żeby nie była gorzka. Następnie dodajemy do niej pokrojone grzyby oraz wlewamy całą wodę, w której się moczyły. Całość dusimy na średnim ogniu, aż płyn prawie całkiem się zredukuje. Wówczas doprawiamy do smaku solą i sporą ilością świeżo mielonego pieprzu. Następnie dodajemy pozostały (1/3 szklanki) olej, dokładnie mieszamy, podgrzewamy i zestawiamy z gazu do całkowitego ostygnięcia.

Płaty śledzia kroimy na mniejsze kawałki i dokładnie mieszamy z wystudzonymi grzybami.Przekładamy do zamykanego pojemnika i wstawiamy do lodówki. Śledzie można jeść już po dwóch dniach, ale najlepsze są po trzech. Gdy się marynują, trzeba codziennie je przemieszać.

Smacznego!