Lubię karkówkę, choć nie jadam jej zbyt często, bo zalicza się raczej do tłustych mięs. Z drugiej strony, dzięki temu po upieczeniu rozpływa się w ustach. Raz na jakiś czas można sobie na nią pozwolić, zwłaszcza, gdy męska część rodziny tak ładnie prosi :) Dziś więc pieczona karkówka w ostrej, balsamicznej marynacie na bazie sosu sojowego.

Składniki (6 porcji, 1 porcja o wadze ok. 120 g – ok. 350 kcal):

karkówka o wadze około 800 g pokrojona na 6 plastrów
1 cebula
1/2 szklanki wody do podlania mięsa

marynata:
1 łyżka oleju rzepakowego
1 łyżka ciemnego sosu sojowego
1 łyżka jasnego sosu sojowego
2 łyżki octu balsamicznego
1 łyżka płynnego miodu
1 papryczka chili drobno posiekana
2 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę
1 łyżeczka cząbru
1 łyżeczka tymianku
szczypta pieprzu
4 liście laurowe

Mieszamy składniki marynaty. Każdy plaster karkówki dokładnie nacieramy marynatą i odstawiamy na kilka godzin do lodówki (najlepiej na całą noc).

Cebulę kroimy w półplasterki.

Przed pieczeniem wyciągamy mięso z lodówki, by doszło do temperatury pokojowej. Następnie układamy je w naczyniu żaroodpornym (bez liści laurowych), podlewamy wodą i nie przykrywając wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200OC (na środkowy poziom). Pieczemy około 15 minut.

Następnie do mięsa dokładamy pokrojoną cebulę (tak, żeby mniej więcej była przykryta płynem), przykrywamy naczynie, zmniejszamy temperaturę do 160OC i pieczemy kolejną godzinę, od czasu do czasu polewając mięso powstałym sosem.

Przed podaniem odstawiamy na około 10 minut, by mięso „okrzepło” i nie straciło soków podczas krojenia.

Karkówka bardzo fajnie komponuje się z delikatnym puree z dodatkiem wasabi lub naszego tartego chrzanu.

Smacznego!