Chyba mam niedobór wapnia, bo naszła mnie ochota na sardynki. Jadam je bardzo rzadko, a tu proszę – jakieś licho podpowiedziało mi, by je kupić. Z resztą często tak miewam – praktycznie nie jadam ziemniaków i bananów, ale czasem najdzie mnie na nie ochota, więc je kupuję. Mam chyba wtedy zwiększone zapotrzebowanie na potas. Może tak mi się tylko wydaje, ale jak inaczej wytłumaczyć takie zdrowe zachcianki (na słodycze miewam rzadko i raczej wiadomo kiedy ;) ? Myślę, że organizm sam się upomni prędzej czy później o składniki, których ma niedobór.

Z zakupionych sardynek w oleju postanowiłam przygotować pasty do pieczywa – na bazie twarożku, z dodatkami śródziemnomorskimi (żeby było jeszcze zdrowiej). Banał, ale jaki smaczny. Idealny na śniadanie lub kolację.

Składniki:

pasta z czarnymi oliwkami:
puszka sardynek w oleju (ok. 110 g)
8 czarnych oliwek, pokrojonych w półplasterki
2 pomidory suszone, dość drobno pokrojone
2 łyżki twarożku śmietankowego lub ricotty
2 łyżki posiekanej natki
szczypta chili
sól, pieprz do smaku

pasta z suszonymi pomidorami:
puszka sardynek w oleju
8 suszonych pomidorów, drobno pokrojonych
2 łyżki twarożku śmietankowego lub ricotty
pół łyżeczki słodkiej papryki
sól, pieprz do smaku

Przygotowanie:

W obu przypadkach sardynki osączamy z oleju i rozgniatamy je widelcem (w oddzielnych naczyniach). Dodajemy poszczególne składniki past i dokładnie mieszamy. Podajemy z pieczywem.

Smacznego!