Nowy pomysł na rybę. Powstał na bazie przepisu na kurczaka po wietnamsku (z mojego drugiego bloga). Najważniejsza jest tu marynata, z której podczas pieczenia powstaje pyszny, kokosowy, ostro-kwaśny sos.

Zamiast sandacza (uprzedzając złośliwe komentarze – wiem, że okres ochronny sandacza trwa do czerwca – miałam zamrożoną rybę) możecie wykorzystać np. całego pstrąga lub dorsza, ale równie dobrze, możecie sięgnąć po filety.

Rybę pieczemy bez tłuszczu, ale w folii, dzięki czemu mięso pozostanie wilgotne.

Składniki (na ok. 2-3 porcje):

1 sandacz, wypatroszony i umyty, bez głowy lub 1 dorsz lub 2 pstrągi

marynata/sos:
2 łyżki sosu rybnego
1 łyżka brązowego cukru
2 trawy cytrynowej lub 2 łyżeczki pasty z trawy cytrynowej
1/2 papryczki chili (z ziarenkami lub bez – w zależności od tego czy lubicie bardziej czy mniej ostre dania)
1 łyżka soku z limonki lub cytryny
150-200 ml mleka kokosowego

Przygotowanie:

Trawę cytrynową pozbawiamy zewnętrznej warstwy i odcinamy końcówkę. Następnie uderzamy ją kilkukrotnie tłuczkiem do mięsa. Białą końcówkę drobno siekamy, zieloną część pozostawiamy w całości.

Papryczkę chili kroimy w plasterki

W misce mieszamy sos rybny z cukrem i sokiem z limonki. Gdy cukier się rozpuści dorzucamy trawę cytrynową (i posiekaną końcówkę i pozostałe, zielone kawałki) i chili. Dodajemy mleko kokosowe i całość dokładnie mieszamy.

Marynatą dokładnie nacieramy całą rybę (także wewnątrz) i odstawiamy ją w chłodne miejsce na co najmniej godzinę.

Następnie na blasze układamy spory kawałek folii aluminiowej (taki, żeby można było zawinąć rybę). Na folii układamy rybę i zalewamy ją całą marynatą w której się moczyła (zielone kawałki trawy cytrynowej wyciągamy).

Zawijamy rybę w szczelny pakunek i wstawiamy do piekarnika ustawionego na 180OC na około 25-30 minut. Rybę pieczemy cały czas zawiniętą w folię, żeby sos nie wyparował.

Przed podaniem rybę porcjujemy i polewamy kokosowym sosem.

Smacznego!