Mam taką przypadłość, że nie jadam śniadań na słodko (croissantów, musli, owsianek z owocami itp.). Po prostu nie lubię ich na pierwszy posiłek. Wolę zjeść porządną kanapkę z żytnim chlebem lub jajecznicę ze szczypiorem. Słodkie mogę zjeść na drugie śniadanie. Ostatnio nawet przeczytałam gdzieś, że nie powinno się jadać pierwszego śniadania na słodko, bo rano jest najwyższy poziom insuliny we krwi. Zjedzenie słodkiego jeszcze bardziej podnosi jej poziom, co może prowadzić do insulinoodporności, a w efekcie do cukrzycy. Czyli lepiej zjeść kanapkę z wędlina, serem i warzywami niż rogalika czy bułkę z dżemem.

Nie jadam też zbyt wiele pieczywa – pół chleba na zakwasie wystarcza mi prawie na tydzień. Wynika to z tego, że jem jedną kromkę chleba dziennie – na śniadanie i nie mam w zwyczaju zagryzać chlebem jakichkolwiek posiłków (nawet jajecznicę jem bez chleba :) Jeżeli wieczorem nachodzi mnie ochota na kanapkę to sięgam albo po wafle ryżowe albo po razowe lub żytnie pieczywo chrupkie. Ostatnio postanowiłam przygotować je sama – trochę na zasadzie eksperymentu, ale wyszło całkiem przyzwoicie (w każdym bądź razie ja jestem zadowolona).

Składniki (na około 14-16 kromek):

200 g mąki pszennej razowej
3 g (ok. pół torebki) suszonych drożdży
1/2 łyżeczki soli
szczypta cukru
3 łyżki czarnuszki
ok. 100 ml ciepłej wody

Przygotowanie:

W misce mieszamy suche składniki i wlewamy wodę. Mieszamy całość dokładnie, po czym wyrabiamy ciasto – tylko do momentu, gdy zacznie odklejać się od rąk. Powinno być dość elastyczne, ale nie za miękkie.

Ciasto umieszczamy w misce, przykrywamy czystą ścierką i odstawiamy w miejsce bez przeciągów na godzinę.

Po tym czasie ciasto dzielimy na pół. Każdą połówkę rozwałkowujemy na grubość około 3 mm (lekko podsypując mąką) i kroimy na kromki dowolnej wielkości.

Układamy je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180OC i partiami pieczemy około 10 góra 12 minut. Gdy przetrzymamy chlebki w piecu, wyjdą twarde.

Smacznego!