Ochłodziło się trochę, więc można zacząć piec. W związku z tym, że zapasy domowej wędliny „wyszły” trzeba było dorobić co nieco. Na pierwszy ogień poszła szynka. Zrobiłam ją w ostrej, bardzo aromatycznej marynacie. Użyłam imbiru, czosnku, ciemnego sosu sojowego, oleju sezamowego i sosu sriracha (ostrego, tajskiego sosu chili, który możecie zastąpić innym sosem chili np. piri piri lub sproszkowaną chili).  Dla odmiany polecam spróbować szynkę w tej wersji.

Składniki:

szynka wieprzowa; moja ważyła około 1 kg

marynata:
4 łyżki ciemnego sosu sojowego (można użyć jasnego)
1 łyżka oleju z prażonych ziaren sezamu
1 łyżka ostrego sosu chili – sriracha lub innego
1 łyżka suszonego czosnku (nie soli czosnkowej!)
1 łyżka mielonego imbiru (używam mielonych przypraw, gdyż nie przypalają się tak łatwo jak świeże)
2 łyżki białego octu winnego
2 łyżeczki brązowego cukru

Przygotowanie:

Szynkę płuczemy i dokładnie osuszamy papierowym ręcznikiem. Następnie związujemy ją sznurkiem kucharskim (lub grubą, niefarbowaną lnianą nicią – wychodzi taniej niż niby „specjalistyczna” nić kuchenna; do kupienia w pasmanteriach). Krępujemy szynkę dość ciasno, żeby zachowała ładny kształt podczas pieczenia.

W miseczce mieszamy składniki marynaty. Szynkę umieszczamy w dużej, niemetalowej misce i dokładnie nacieramy ją marynatą. Odstawiamy na noc do lodówki (dobrze byłoby obrócić szynkę ze dwa razy).

Szynkę pieczemy w żaroodpornym, przykrywanym naczyniu. Wstawiamy do pieca nagrzanego na 180OC na 1 godzinę 20 minut.

Zanim zaczniemy ją kroić musi wystygnąć (jeżeli nie możecie się doczekać niech postoi chociaż 15 minut, by soki z niej nie wyleciały).

Smacznego!