Od czasu do czasu lubię przegryźć chałwę. Niestety większość kupowanych jest dla mnie zbyt słodka. Nie lubię takich ulepków, zdecydowanie wolę czuć lekką słodycz w połączeniu z prażonymi nasionami (czy to sezamu czy słonecznika). Tradycyjnie chałwę przygotowuje się z ziaren sezamu. Zrobiłam jednak słonecznikową – jako wspomnienie z dzieciństwa, przywożonych zza wschodniej granicy chałwowych bloków. Jakież one były smaczne…

Przepis jest banalnie prosty, dlatego wart wypróbowania. Wystarczy chwila cierpliwości podczas mielenia ziaren i mamy niebo w gębie! :)

Składniki (na pierwszy raz proponuję zrobić nie za dużo chałwy, tak dla spróbowania):

1,5 szklanki łuskanego słonecznika
3 łyżki płynnego miodu (jeżeli lubicie bardzo słodką chałwę dodajcie 4)

Przygotowanie:

Słonecznik prażymy na suchej patelni. Żeby nabrał delikatnego aromatu, ale żeby zanadto się nie zrumienił.

Podprażony słonecznik studzimy, po czym przekładamy do blendera/miksera. Miksujemy na bardzo drobny piasek (ale nie na masło), co jakiś czas wstrząsając pojemnikiem lub nagarniając słonecznik ze ścianek łyżką.

Do słonecznika dodajemy miód i całość jeszcze chwilę miksujemy. Następnie wyciągamy masę na kawałek papieru do pieczenia i formujemy dłońmi walec lub prostokątny blok (mocno dociskamy masę).

Tak uformowany bloczek wstawiamy do lodówki (przykrywamy woreczkiem foliowym, żeby nie przeszedł zapachami lodówki).

Po około dwóch godzinach naszą chałwę możemy pokroić.

Smacznego!