Lubię smalec. Gdy byłam mała, rodzice robili pyszny, z dużą ilością chrupiących, boczkowych skwarek. Smarując nim chleb, zawsze z siostrą zagłębiałyśmy się nożem do dna naczynia, by wyciągnąć jak najwięcej skwarek. Nie tyle tłuszcz był istotny co skwarki… Takiego smalcu już nie ma. I raczej nie będzie, bo dostępne produkty nijak mają się do jakości tych z czasów PRL. Poza tym im człowiek starszy, tym bardziej świadomy swojego zdrowia. Myślę, że teraz taki smalec ciężko przeszedłby mi przez gardło. Jeżeli już, to z wizją zatkanych żył :/

Stąd pomysł na wegański smalec (jaki to piękny oksymoron, nieprawdaż?). Smak i wygląd podobny, ale kalorii o wiele mniej. O dziwo smakował nawet mojemu mężczyźnie, który sceptycznie podchodzi do wszelkich wegańskich czy wegetariańskich dań. Konsystencja podobna, kolor i zapach także, a wyrzutów sumienia brak :)

Pomysł na taki smalec jest stary jak świat, można znaleźć mnóstwo przepisów w Internecie, na blogach poświęconych wegańskiej diecie. Recepturę wymyśliłam sama, choć pomysł na skwarki zaczerpnęłam od Marty Dymek – autorki bloga Jadłonomia. Wyszło naprawdę smacznie. Jeżeli chcecie alternatywę dla tłustego smalcu, spróbujcie jego wegańskiego odpowiednika.

Składniki:

50 g kaszy gryczanej (na skwarki)
1 puszka białej fasoli
2 łyżki oleju rzepakowego
1 duża szalotka lub mniejsza cebula
łyżeczka suszonego majeranku
szczypta pieprzu ziołowego
szczypta słodkiej papryki
pół łyżeczki suszonego czosnku
3 łyżki prażonej cebulki
1 łyżka sosu sojowego
sól i pieprz do smaku

Przygotowanie:

Kaszę gryczaną gotujemy według przepisu na opakowaniu, ale jej nie rozgotowujemy.

Fasolę odsączamy i miksujemy na gładko.

Cebulę kroimy w drobną kosteczkę. Na patelnię wlewamy olej, dodajemy lekko osoloną cebulę i całość smażymy aż cebula się zeszkli i zmięknie. Wówczas dodajemy ugotowaną kaszę, majeranek, pieprz ziołowy, czosnek i paprykę i całość smażymy jeszcze około dwóch minut, aż kasza nabierze lekkiej chrupkości. odstawiamy do ostygnięcia.

Do zmiksowanej fasoli dodajemy podsmażoną kaszę z cebulą, olejem i przyprawami, prażoną cebulkę i sos sojowy. Dokładnie mieszamy i doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Odstawiamy na dwie godziny do „przegryzienia”.

Pasta smakuje niebiańsko na żytnim chlebie, z kiszonym ogóri (jak mawia moja siostrzenica).

Smacznego!